Robią sobie memy z owocowych czwartków. A może problem leży gdzie indziej?
W internecie trudno znaleźć benefit bardziej wyśmiewany niż owocowe czwartki. Memy o bananie zamiast podwyżki, jabłku jako rekompensacie za nadgodziny pojawiają się regularnie - zwłaszcza na LinkedIn. Tylko czy krytyka jest skierowana we właściwy adres?
To niezwykłe, że owoce są w polskich biurach od 15 lat, a wciąż budzą tyle emocji. Chcesz mieć zaangażowanie pod postem na LinkedIn? Wrzuć mema z bananem. Chcesz zareklamować swój produkt lub usługę chwytliwym hasłem? Napisz po prostu, że owocowe czwartki nie działają, a zamiast owoców trzeba wprowadzić właśnie Twoje rozwiązanie - przecież to oczywiste. Owoce obrywają regularnie na konferencjach branżowych i w artykułach. Piszesz o wypaleniu zawodowym albo stresie? Koniecznie napisz, że owocowy benefit nie rozwiąże tego problemu.
Czemu ktoś próbuje tysięczny raz tłumaczyć, że prosta usługa dostawy owoców do biura nie rozwiąże kluczowych bolączek związanych z zarządzaniem firmą, rekrutacją pracowników, efektywnością i zaangażowaniem? Przecież owoce nigdy nie miały pełnić takiej roli.
Żeby wyjaśnić ten fenomen, warto cofnąć się w czasie. Przed 2010 rokiem w wielu biurach nie było żadnych benefitów. Owoce były nowością i realnym wyróżnikiem dla pracodawcy. Podobnie jak karta sportowa czy prywatna opieka medyczna. Wraz z rozwojem rynku pracownika te podstawowe benefity stały się powszechne. Dziś chwalenie się owocami w ogłoszeniach o pracę bywa źle postrzegane. No bo jeśli chwalisz się czymś, co od dawna mają inni, to znaczy, że nie masz niczego, co realnie robiłoby różnicę.
Niektóre firmy rzeczywiście popełniły ten błąd. Komunikowały owoce, jakby były wyjątkowym benefitem, choć dla pracowników w niektórych branżach były już czymś oczywistym. Trudno się dziwić, że pojawiły się memy.
Środowisko pracy dynamicznie się zmienia. Osoby wchodzące dopiero na rynek pracy mogą się bardzo zdziwić, słysząc opowieści o tym, jak funkcjonowały biura jeszcze 20-30 lat temu. W wielu miejscach mówienie sobie po imieniu albo przychodzenie na spotkanie w dżinsach i t-shircie to było coś nie do pomyślenia - nie mówiąc już o krótkich spodenkach czy zabraniu do biura psa.
Nieuniknione zmiany dotyczą nie tylko kultury organizacyjnej, komunikacji i dress code'u. Inne jest także podejście do benefitów. W korporacjach darmowe owoce dostępne są od lat. To już nie jest traktowane jako coś ekstra. To taki standard jak kawa z ekspresu czy ergonomiczne biurka. Sami spotykamy się z tym, że o dostawie owocowych skrzynek nie rozmawiamy już z managerem HR, tylko z office managerem, który zamawia owoce jako element wyposażenia biura.
Więc czemu ludzie wciąż czepiają się zdrowej przekąski, a nie innych produktów biurowych? Może od jutra zaczniemy pisać „Toner do drukarki nie zastąpi braku nadgodzin” albo „papier do ksero nie uratuje Cię przed mobbingiem”?
Hasło, że owocowe czwartki się skończyły, jest powtarzane od lat. Zaskakujące jest to, że pisze się o tym jak o oczywistym fakcie, który nie podlega dyskusji. A co gdyby chcieć zweryfikować taką opinię?
Wiele informacji na temat diety pracowników i zapotrzebowania na jedzenie w pracy mówi raport „Żywieniowe nawyki pracujących Polaków”, przygotowany we współpracy z SW Research i Instytutem Medycyny Pracy. Badanie na reprezentatywnej grupie 1000 pracowników wykazało, że:
Fakty są takie, że jedzenie owoców i innych zdrowych produktów w biurze to coś więcej niż prywatna sprawa pracownika. Nawyki żywieniowe wpływają na efektywność, zaangażowanie, a pośrednio także na zdrowie, odporność i liczbę absencji chorobowych.
Firmy coraz częściej rozumieją, że trzeba zmienić podejście do benefitów i nie podążać za tym, co modne, tylko zapewniać to, co pomaga realizować cele biznesowe.
Czy ktoś zmieni pracę dla owocowych czwartków? A może skrzynka owoców zapewni 30% wzrostu sprzedaży w trzecim kwartale? Oczywiście, że nie. Natomiast wdrożenie owoców jako jednego z elementów tworzących środowisko pracy może pozytywnie wpływać na retencję, ogólny poziom zadowolenia, efektywność i koncentrację podczas spotkań, liczbę zwolnień i nieobecności.
To naprawdę działa, jeśli owoce są częścią większego programu obejmującego także badania profilaktyczne, konsultacje z dietetykiem i inne elementy wpływające na zdrowie i samopoczucie zespołów.
„Nie chcę owoców. Sam je sobie kupię, jeśli dostanę więcej pieniędzy” - to częsty argument przeciwko benefitom. Pozornie ma sens, jeśli rozpatrujemy go w oderwaniu od konkretnych kwot. Wiesz, ile naprawdę kosztują owoce w biurze? Dokładna kwota zależy od ilości i częstotliwości dostaw, ale często nie przekracza 20-30 zł na osobę miesięcznie.
To mniej, niż wydajesz na kartę sportową, z której nie korzystasz, albo kafeterię benefitów, do której nie możesz się zalogować, bo zgubiłeś hasło i login 2 lata temu.
Prawda jest taka, że owoce to jeden z najtańszych benefitów na rynku. Często zamówienie owoców jest początkiem rozbudowanego programu wellbeingowego. Tak było na przykład w firmie Volvo, gdzie zaczynaliśmy od dostarczania owoców, a z czasem rozbudowaliśmy zakres usług o konsultacje z dietetykiem, wykłady, eventy oraz przegląd menu w firmowych stołówkach, pomagając pracownikom wprowadzić realne zmiany w nawykach żywieniowych i codziennym funkcjonowaniu. Zamówienie owoców może być początkiem prozdrowotnej kampanii w firmie. A zrezygnowanie z nich nic nie da - poza frustracją, że w biurze nie ma nawet podstawowych przekąsek, które gdzie indziej są standardem.
Czy 20-30 zł miesięcznie na koncie zamiast zdrowej przekąski na wyciągnięcie ręki to jest rozwiązanie? Nie. Ponieważ nie ma żadnej gwarancji, że ta kwota zostanie przeznaczona na jedzenie do biura, które pracownik sam sobie kupi.
Dostawcy owocowych benefitów nie sprzedają owoców jak na targu. Oferują usługę, która polega na tym, że owoce są regularnie dostarczane prosto do firmowej kuchni. Ani zamawiający, ani użytkownicy końcowi nie muszą o tym myśleć - po prostu owoce docierają regularnie do firmy i zawsze są pod ręką. Wystarczy sięgnąć i już masz zdrową przekąskę.
Jeszcze kilkanaście lat temu były czymś wyjątkowym. Dziś w wielu firmach są po prostu standardem - tak samo jak kawa z ekspresu, woda czy wygodne krzesło. I może właśnie dlatego tak łatwo z nich żartować.
Problem w tym, że internet od lat śmieje się z niewłaściwej rzeczy. Nie z firm, które próbują przykryć kiepskie zarządzanie skrzynką jabłek, tylko z... samych jabłek. A przecież zdrowa przekąska dostępna na wyciągnięcie ręki nie jest symbolem złego pracodawcy. Owoce nie zastąpią podwyżki. Nie naprawią złego managera. Nie zlikwidują wypalenia zawodowego.
Ale podobnie jak kawa, ergonomiczne stanowisko pracy czy klimatyzacja, są elementem środowiska pracy. Może więc zamiast kolejny raz robić mema z bananem, warto spojrzeć na realne dane i wskaźniki. Owoce w biurze to tania inwestycja, która w połączeniu z innymi działaniami może pozytywnie wpływać na zespół. Większym problemem od owoców jest ich brak. Bo jak wygląda firma, która nie jest w stanie zaspokoić potrzeb pracownika nawet w bardzo podstawowym zakresie? Jesteś liderem w swojej branży, a nie stać Cię nawet na jabłka?
← Wróć do wszystkich artykułów